Wyższe Seminarium Duchowne w Gościkowie - Paradyżu
Gościkowo 3 66-200 Świebodzin
Telefony : Centrala 683811021
Kancelaria rektorska 683820887   Biuro administracyjne: 683811108

Kazanie bpa Pawła Sochy

kl. Radosław Zemsta
Odsłony: 377

Pan Jezus wzywa nas więc, abyśmy prosili Pana żniwa o robotników. Chociaż On sam wie doskonale, jak oni są potrzebni, domaga się od nas zaangażowania w to dzieło. Cokolwiek bowiem czyni Bóg, zawsze chce, byśmy my także mieli w tym udział. Proszę zauważyć, że jak Pan Jezus rozmnażał cudownie chleb, to zawsze pytał „Ile chlebów macie?”.Potrzebny był też wkład człowieka. Nie robił cudu z niczego, tylko pomnażał to, co już było. Tak samo jest w przypadku powołań. Bóg może to pomnażać, ale musimy mieć w tym swój wkład. On nie traktuje nas bowiem jak martwe narzędzia. Dał nam rozum i wolę, a więc chce, byśmy poznali sytuację zagrożenia, jakie jest w świecie przez działalność diaboliczną szatana, i przez to zaangażowali się w dzieło powołań. Jest ono niczym innym jak proszeniem Boga o tych, którzy stają do walki jako Jego wysłannicy obdarzeni Jego zbawczą mocą.Kapłan nie jest Bogiem – jest tylko człowiekiem – ale na mocy święceń kapłańskich, przez włożenie rąk i przekazanie Ducha Świętego, ma moc Boską – nie swoją – by dawać to, czego sam – jako człowiek – dać nie może. Co może dać tylko Bóg, ale za jego pośrednictwem, przez jego posługę. Na tym polega funkcja zbawcza, w której kapłan bierze udział. On bowiem tylko mocą Ducha Świętego, do którego się modli przed przeistoczeniem, może przemienić zwykły chleb w Ciało Chrystusa, a wino w Krew Chrystusa. Może nas karmić Boską miłością. Kapłan może także z autorytetem samego Chrystusa głosić Ewangelię bez zniekształcenia, czyli w całej prawdzie, ale zawsze z mocą Ducha Świętego, bo ta moc jest związana z jego święceniami. Biskup, po wyciągnięciu ręki i włożeniu na jego głowę, mówi w modlitwie konsekracyjnej: „Przyjmij Ducha świętości” – „Accipe Spiritum sanctitatis”. Właśnie przez przyjęcie tego Ducha i tą mocą może czynić wszystko to, o czym mówiłem. Kiedy Pan Jezus ustanawiał sakrament spowiedzi, po zmartwychwstaniu stanął przed uczniami w wieczerniku i powiedział: „Pokój wam! Jak Mnie posłał Ojciec, tak Ja was posyłam” (J 20,21). Widzimy ciągłość zbawczego posłannictwa, które Chrystus w człowieczeństwie miał na ziemi. Po zmartwychwstaniu to posłannictwo przekazał Apostołom i ich następcom. Później raz jeszcze powiedział: „Pokój wam!”. Tchnął na nich i powiedział: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone. Którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,23). Proszę zauważyć, że dał im władzę o wymiarze wiecznym, Boską władzę, nie ludzką. Słuchając wyznania grzechów, ma więc kapłan – mocą Ducha Świętego – rozeznać, czy ten człowiek rzeczywiście otrzymuje od Boga przebaczenie. Nie tylko przez wyznanie wszystkich grzechów, ale też przez serdeczny żal, czyli ból sumienia. I dopiero na tej podstawie – mocą Ducha Świętego – może powiedzieć: „Ja ciebie rozgrzeszam w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Idź, nie grzesz więcej.” Tak więc widzimy, że wszystkie sakramenty święte, a także głoszenie słowa Bożego, dokonują się zawsze nie ludzką mocą, ale Boską, która to jest związana z widzialnym znakiem sakramentu święceń, czyli przekazaniem pełni Ducha Świętego, aby w Duchu Świętym kapłan mógł tego dokonywać. Obserwujemy dziś, że Afryka ma coraz więcej powołań. Niedługo będzie przysyłać do nas kapłanów misjonarzy jako wyraz wdzięczności za to, co my czyniliśmy przez wiele lat. Będąc bowiem w dwóch krajach afrykańskich – Kamerunie i Wybrzeżu Kości Słoniowej – stwierdziłem,że seminaria tam są przepełnione. W niektórych nawet są limity, czyli nie wszystkich kandydatów przyjmują, bo nie ma miejsca. Kościół tam jest coraz bardziej dynamiczny, żywy, stąd też powołań jest bardzo dużo. To także jest naszą nadzieją. Podobnie jest w Azji. Natomiast Ameryka Południowa i Europa zastygły. To ziarno rzucone w ziemię, które tak pięknie, bujnie się rozwijało w postaci Kościoła dynamicznego, zaczęło chorować. Wśród przyczyn można wymienić chorobę duchową części duchownych, ale i brak powołań. To dzieło dzisiaj zamiera. Zamiera na skutek tego, że brak jest świętych, gorliwych kapłanów. Bez nich bowiem świeccy nie mogą się nakarmić Bogiem, nie mogą słuchać Słowa Bożego, nie mają przewodników duchowych, nie mają mocy duchowej. W Polsce dziękujemy Bogu za to, że liczba powołań, w stosunku do sytuacji demograficznej, nie spada. Trzydzieści, czterdzieści lat temu w województwie było przeszło czterdzieści tysięcy maturzystów, dziś jest ich około dziesięciu tysięcy, a więc cztery razy mniej. W konsekwencji mamy trzy, cztery razy mniej kandydatów do seminarium. Nie ma więc osłabienia w odczytywaniu powołania, bo mamy jeszcze dużo rodzin bardzo głęboko wierzących i są jeszcze ludzie bardzo oddani Panu Bogu. Nie możemy więc powiedzieć, że jest zdecydowany kryzys. Młodym jednak jest dużo trudniej odczytać powołanie, ponieważ obracają się w świecie tzw. abstrakcyjnym, wirtualnym. Wśród środków przekazu, gdzie nie ma kontaktu z rzeczywistością, trudno jest odczytać Pana Boga. Nawet kiedy rodzina jest dobra, to młodzi, wchodząc w to środowisko, zaczynają gubić orientację prawdy o godności człowieka. Dlatego tym bardziej trzeba omadlać młodych i modlić się również za kapłanów o ich świętość, za nas, biskupów, także. Za dotychczasową modlitwę pragnę dzisiaj publicznie w imieniu wszystkich biskupów bardzo Wam serdecznie podziękować. Myślę tu szczególnie o „Margaretkach”, które wybierają konkretnego biskupa czy kapłana, by go omadlać w siedmioosobowej grupie przez każdy tydzień poprzez odmawianie – każda w jednym dniu – modlitwy za danego kapłana. To bardzo wielkie dzieło i ono się w Polsce bardzo rozrosło. Podobnie jak grupy Przyjaciół Paradyża czy w innych diecezjach grupy modlitwy o powołania. Proszę zauważyć, że myśmy byli pierwszą diecezją, która zainicjowała modlitwy o powołania przez świeckich. To był początek, dzisiaj prowadzi to każda diecezja, ale to z diecezji gorzowskiej wyszła inicjatywa i jest to naszą chlubą. Musimy jednak z bólem dodać, że w niektórych diecezjach te grupy są dużo liczniejsze niż u nas, czyli prześcignęli nas w gorliwości. Myśmy zaczęli, ale potem cokolwiek osłabliśmy .Jakie są zadania Przyjaciół Paradyża? Przede wszystkim modlitwa za powołanych, czyli za już funkcjonujących jako duchowni – robią to zwłaszcza rodzice kapłanów – ale także i o nowe powołania. W tym mieści się modlitwa i za Ojca Świętego, i za biskupów, i za alumnów, ich wychowawców, wykładowców seminarium, a także za wspólnoty zakonne i o powołania do życia konsekrowanego, za osoby duchowne przeżywające szczególne trudności na drodze powołania. Pamiętajcie, że diabeł wie, kogo zniszczyć, żeby mieć dostęp do wiernych – pasterza. Jeśli zniszczy pasterza, to owce są jego. Dlatego najmocniej uderza w duchownych. I stąd też oni są kuszeni, czy to przez alkohol, czy przez jakieś inne uzależnienia. Jeżeli nie są omadlani, a często są bardzo zapracowani, nie mają czasu na to, aby poświęcić więcej czasu na rozmowę z Bogiem. Trzeba więc ich ochraniać naszą modlitwą, żeby nie ulegli pokusie. Myślmy także o zmarłych biskupach, kapłanach i alumnach naszej diecezji oraz zmarłych osobach zakonnych. Drugim celem Przyjaciół Paradyża jest pogłębianie własnej wiary i pogłębianie życia duchowego, aby stawać się świadomym i aktywnym członkiem Kościoła w swojej wspólnocie parafialnej. Temu celowi służą właśnie Wasze spotkanie formacyjne, jakie macie w swoich parafiach pod opieką swojego przewodnika, opiekuna duchowego. Powinny one być co miesiąc, zwłaszcza z okazji pierwszego czwartku miesiąca, kiedy jest pewien obowiązek przystąpienia do Komunii Świętej i ofiarowania Jej w intencji powołań. To znaczy być świadomym i odpowiedzialnym za Kościół. Nie ma większej odpowiedzialności i większego daru jak wypraszać powołania czy oddanie swojego dziecka na służbę Bogu. Ważne jest także dawanie świadectwa żywej wiary i przywiązania do Kościoła Świętego. Ludzie należący do Przyjaciół Paradyża, jak księża proboszczowie to mówią, są często bardzo zaangażowani we wszelką pomoc przy kościele. To są po prostu ludzie najbardziej aktywni. Ważna jest także ofiara materialna. Klerycy zasadniczo nie płacą, składają jedynie symboliczną comiesięczną ofiarę. Utrzymanie kleryka kosztuje miesięcznie ponad dwa tysiące złotych: opłacenie profesorów, zwłaszcza tych, którzy tutaj mieszkają, a także osób świeckich, którzy posługują na przykład w kuchni. To wszystko sprawia, że koszta są dosyć duże i za to odpowiedzialna jest diecezja, ale także i zwłaszcza – Przyjaciele Paradyża. Jakie są stałe zobowiązania, które podejmujecie? To cząstka różańcai modlitwa Przyjaciół Paradyża w podanych intencjach, a także Komunia w pierwszy czwartek miesiąca lub najbliższym możliwym dniu. To tak wygląda działalność zgodnie z tym, co było zamierzone jeszcze przez ks. bpa Józefa Michalika, a potem dopracowywane już w dalszym ciągu przez moderatorów diecezjalnych i kolejnych biskupów. Moi drodzy, dzisiaj Duch Święty daje nam ciekawą myśl o Królestwie Bożym, czyli o Kościele. Mówi, że jest on takim ziarnem zasianym przez Chrystusa, które rośnie, ale narażone jest też na niebezpieczeństwo. Wiemy, że jak zasieje się zboże, ono rośnie, to i chwast się pojawia. Czasem też i robactwo, i najrozmaitsze rzeczy, które grożą, że plon może być albo słaby, albo w ogóle może go nie być. Może i grad spaść, tak jak zapowiadali ostatnio. Stąd też trzeba się modlić, aby ten rozwój w Kościele był prawidłowy, by pokonać to, co utrudnia ten rozwój, czyli pokonać szatana. I wiemy, że tą drogą do pokonania szatana jest właśnie post i modlitwa, czyli życie w odpowiedzialnej postawie wobec Boga i w wielkiej skromności, a także w żarliwej modlitwie. W Kościele trwa właśnie IV Kongres Misyjny. Odbywa się w Warszawie i jest to wielkie dzieło, zaproszeni zostali różni goście, m.in. ks. kard. Fernando Filoni, odpowiedzialny za Kongregację ds. Ewangelizacji Ludów. Widzimy, że jest nas wierzących w Chrystusa ponad półtora miliarda. Ponad półtora miliarda ludzi w świecie wyznaje wiarę, że Chrystus jest Synem Bożym i przez chrzest może się zbawić, a także korzysta z łaski Słowa Bożego i wszystkich darów uświęcenia. Jest jednak jeszcze pięć i pół miliarda takich, którzy nie znają Chrystusa, a minęło już dwa tysiące lat. Ewangelizacja tych ludów to także nasza odpowiedzialność. Zwłaszcza tych, którzy są owładnięci przez ideologie bardzo groźne, o czym słyszymy w środkach przekazu. Mam tu na myśli to, co się dzieje w państwach islamskich, czyli niszczenie ludzi, zabijanie ich tylko dlatego, że nie są muzułmanami lub są innego wyznania muzułmańskiego. Zachodzi tu ideologiczne ujęcie religii. Nie jako wiary, ale jako walka ze wszystkimi, którzy nie są muzułmanami. Pozostawia się im wybór: nawrócenie albo śmierć. Taka idea jest w Koranie. Kościół zawsze stawał w obliczu zagrożeń. Tereny, gdzie kwitło chrześcijaństwo zostały potem podbite. Cała Afryka północna, Azja zostały podbite przez muzułmanów. Chrześcijanie – którzy głoszą pokój, a nie walkę, którzy nie głoszą Ewangelii siłą, tylko na mocy świadectwa i miłości Boskiej – są jakby w słabszej sytuacji. Wiemy jednak o tym, że właśnie ta miłość i prawda Boża powodują, iż bardzo dużo tych ludzi się nawraca. Niektórzy socjologowie mówią nawet, że rocznie nawraca się na chrześcijaństwo około dziewięciu milionów muzułmanów. Są to ludzie, którzy oczywiście na zewnątrz nie mogą tego okazywać, ale są przekonani, że Chrystus jest Synem Boga i przyjmują po cichu chrzest. Czytają potajemnie Słowo Boże. Nie zawsze mogą chodzić do kościoła, bo się boją, że zostaną zabici. Są jednak przekonani, że to, co głosi Chrystus i co robią chrześcijanie, świadcząc o miłości, prawdzie o godności człowieka i to każdego człowieka, jest tak humanistyczne i tak wspaniałe, że o całe niebo przewyższa to, co głosi Koran i tamta religia, która nabiera charakteru ideologii. Tak więc, moi drodzy, jest jakaś nadzieja i stajemy właśnie w tej postawie czystości Ewangelii i głoszenia Boskiej miłości w świecie. Tak jak powiedziałem, dzieło ewangelizacji jest prowadzone w świecie. Chciałbym jeszcze krótko tylko powiedzieć, że nasze seminarium i księża, którzy tutaj studiowali i studiują, pracują nie tylko w diecezji. Wśród tych, którzy uczyli się w Paradyżu m.in. ks. Jacek Golombek pracuje w Brazylii 10 lat, ks. Paweł Ptak – w Argentynie 6 lat, ks. Witold Lesner – na Kubie 2 lata, ks. Tadeusz Turski – w Szkocji 8 lat. Mamy także księży pracujących we Francji, Anglii, Austrii, Włoszech, Niemczech, a więc nasi wychowankowie są rozsiani po całym świecie. I to także świadczy o tym, że nie jesteśmy zamknięci tylko na potrzeby własnej diecezji, ale – jeśli potrzeba – i biskup prosi, to wówczas od papieża Piusa XII jest tak zwana zasada fidei donum, czyli dar wiary. Do biskupa może zgłosić się kapłan i powiedzieć, że chce jechać na pomoc do jakiegoś kraju, gdzie brakuje kapłanów. I następuje umowa pięcio- czy dziesięcioletnia z tamtym biskupem. Kapłan wyjeżdża do pracy jako dar wiary dla tamtego Kościoła lokalnego. Pracuje tam tyle a tyle lat, może to przedłużyć, jeśli chce, a może nawet się inkardynować, czyli przejść do tamtej diecezji. Są też tacy kapłani. Na przykład nasz ksiądz, misjonarz Krzysztof Kardzis pracował blisko dwadzieścia lat najpierw w Nowej Gwinei, a potem w Zimbabwe w Afryce. Przez ten czas otrzymywał z amerykańskiej diecezji Toledo pomoc materialną, dlatego teraz po zakończeniu swojej posługi przeszedł do tej diecezji i został tam inkardynowany, czyli tamtejszy biskup przyjął go na stałe do pracy w swojej diecezji. Widzimy, że Kościół diecezjalny nie jest taki zamknięty w sobie i hermetyczny, tylko mamy ducha misyjnego. Tam, gdzie potrzeba kapłanów, wysyła się chętnych. Biskup zasadniczo nie odmawia, zwłaszcza jeśli dany kapłan zna języki, jest dobrze przygotowany, może wtedy spokojnie jechać na misje. Kiedy byłem w Argentynie, widziałem, że do tamtejszej katedry przychodzi dwadzieścia tysięcy wiernych. Wiecie ile księży pracuje? Jeden. Nasz ksiądz. Jest jeszcze spowiednikiem w seminarium, ma jeszcze pracę w kurii i tak dalej... Jeden ksiądz na dwadzieścia tysięcy. To jest dla nas nie do pomyślenia. Jak nie dać księdza, jeśli się zgłasza do takiej diecezji, do takiego biskupa? Tamtejszy biskup odwiedzał nas niedawno i prosił, żeby mu przysłać kolejnych księży, bo Polacy są bardzo gorliwi, bardzo odpowiedzialni i chciałby mieć u siebie jak najwięcej księży z Polski. Oczywiście tam też jest seminarium międzydiecezjalne, ale wychowanków i kleryków jest niewielu. Przedstawiam Wam te rzeczy, jak to się mówi, z własnego życia, bo byłem i w Afryce, i w Argentynie, Paragwaju, Ameryce Południowej i Północnej, więc trochę tę sytuację znam i dlatego mogę Wam przedstawić, jak bardzo potrzebna jest Wasza modlitwa i jak bardzo jesteśmy Wam za nią wdzięczni. Jesteście najbardziej zaangażowaną w tę istotną sprawę cząstką Kościoła. Tam, gdzie nie ma pasterza, rozproszą się owce. Diabeł ma wtedy nad nimi władzę. A właśnie tych pasterzy nie tylko nam potrzeba w diecezji, ale potrzeba, jak Wam przedstawiłem, także na całym świecie. Oto, moi drodzy, żniwo wielkie, robotników mało. Proście Pana żniwa, aby posłał robotników na swoje żniwo. Należycie do tych, którzy całym sercem i z całą miłością do Boga, do Kościoła Świętego angażujecie się i prosicie Boga, aby posłał robotników na swoje żniwo. Amen.